Jeden artysta, trzy utwory i 25 lat historii Polski

Mamy na swoim muzycznym podwórku takiego chłopaka, który od kilkudziesięciu lat bezpardonowo opisuje naszą Ojczyznę, jej wszystkie przywary i problemy. Taki to już z niego niezadowolony buntownik. Ale to i dobrze, bo nie wszyscy muszą mieć na nosach różowe okulary a i muzykowi, o którym mowa, ciężko odmówić trafności w tym co śpiewa.

O Kaziku mowa. Abstrahując od różnych historii z nim związanych i ostatnich akcji jakie odwalał – świetny to artysta o ciętym piórze i ciekawym spojrzeniu. Dziś chciałbym pokazać trzy jego utwory, które mówią o Polsce na przestrzeni lat i przez prawie 25 lat stały się świetną pamiątką i wręcz muzycznym zabytkiem, który możemy zwiedzać i oglądać.

Utwory dzieli prawie dwadzieścia pięć lat różnicy i są ze sobą powiązane. Dwa z nich nie są to zbytnio znane, trzeci gwarantuję, że znacie. Myślę, że Kazik-buntownik aż takiej rozpiętości swoich słów chyba nie planował, myślę, że samo to pięknie wyszło, że po tylu latach autor mógł odnieść się do słów, które opisywały przeszłość z punktu widzenia sporo młodszego Kazimierza. Ale po kolei.

ROK 1987

Komuna pełną parą. Jest źle, zapyziale, niewesoło i tak brzydko, że pękają oczy (oczy, oczy). 24-letni Kazimierz pisze pełny niechęci tekst. Wrzuca w niego swoją gorycz i obrzydzenie tym co go otacza – zarzygane chodniki i pijanych meneli wielu. Z tekstu leje się wręcz złość i pretensja, ale jednocześnie pogodzenie się z losem – mieszkam tu (tu, tu. tu)! Trzeba żyć dalej.

Utwór odbija się od ówczesnej cenzury i nie zostaje wydany zgodnie z planem na płycie Posłuchaj to do Ciebie. Jest grany za to na koncertach a publiczność go uwielbia. Pierwsze oficjalne wydawnictwo tego utworu ukazuje się dwa lata później na płycie koncertowej, a na krążku, na którym miał się pojawić pierwotnie – podczas reedycji w roku 1992. Polska przez lata staje się absolutnym hiciorem i bodajże najpopularniejszym kawałkeim Kultu, aż Kazik sam zaczyna podchodzić do niego niechętnie (ale jest grany z pełną parą do dziś na koncertach). Ale jedziemy dalej, cztery lata do przodu gdzie mamy…

ROK 1991

Szalone, złote lata dziewięćdziesiąte. Polska świeżo wyszła z komunizmu, w bólach rodzi się dziki kapitalizm. Nie wiadomo czy więcej nierozwiązanych problemów czy nowych, pięknych ideii, ale ludzie żyją z dnia na dzień i stawiają czoło nowej rzeczywistości. Kazik pisze tekst, zakłada śmieszną, czerwoną czapkę i wychodzi na bazar w Gdańsku. Idzie i śpiewa co leży mu na sercu i jak on to widzi. Przejdźmy się zatem ze Staszewskim i posłuchajmy:

Kilka smaczków apropo teledysku można przeczytać na kanale (legendarnego) Yachfilmu – w mundurze milicjanta idzie za Kazikiem jego manager – Paweł Walczak. Ponoć odrywała mu się naszywka z ramienia i podczas kręcenia jeden z przechodniów zwrócił mu na to uwagę. Kazik ma na żywca odsłuch na walkmanie (!) a materiał jest zrobiony na „programach pseudo-3D” stąd szalone efekty i znak by klip oglądac w okularach 3D (!!)… Jak dla mnie rozbrajający i magiczny klimat.

Piękne jest to, że Panowie tak właśnie podeszli do tematu i na żywca nagrali… to o czym śpiewają. Żadnych zmyślnych pomysłów na teledysk, tylko surowa prawda, brutalny tekst i rzeczywistość taka, jaka wtedy była. Dla mnie ten utwór to czyste mistrzostwo. Rewelacyjny tekst, świetna gra słowem i dużo mocnych akcentów („Gdyby leżał całe życie mniejszą czyniłby on stratę”) i całe spektrum niesamowicie trafnie poruszonych tematów i óweczesnych problemów. Nie żyłem w tamtych latach, a na pewno ich nie pamiętam, ale słuchając tego kawałka czuję, po prostu czuję, płynący klimat tamtych lat, pełnych problemów (wiele z nich takich samych jak z Polski roku ’87) i trosk. Mógłbym cytować chyba cały utwór – o piorących matkach, o facetach z wąsem, o komunie jako „nieudanym eksperymencie”, „głupia duma narodowa i kompleksy od stuleci”… Wiele z tych słów możnaby odnieść do dzisiejszej teraźniejszości.
Serio – w moim prywatnym rankingu, po połączeniu tekstu, muzyki (szalona!) i teledysku to jest jeden z utworów robiących na mnie największe wrażenie. Ale nie o moje rankingi chodzi, liczy się Polska, a ją Kazik ponownie zastał i opisał. A był to…

ROK 2011

Tym razem pod szyldem Kazik Na Żywo. Jedziemy:

Muzycznie dostajemy stonowany riff, lekko nostalgiczny, można powiedzieć też, że… dojrzały. Po chwili wchodzi z wokalem Kazik – spokojny, już nie taki wzburzony buntownik. I znowu opowiada o tym co widzi, co czuje. Według mnie nostalgia jest mocno wyczuwalna, a w pewnym momencie pada rewelacyjna linijka tekstu – „Dwadzieścia lat od tamtej piosenki, coście porobili i podobne dzwięki”. I bach, Kazik po dwudziestu latach bezpośrednio odnosi się do swojego poprzedniego utworu i jasno daje do zrozumienia, że po dwóch dekadach… właśnie trafiliśmy na kontynuacje jego rozważań. Na mnie zrobiło to mocne wrażenie, nie spotkałem się z czymś takim a na pewno nie w takiej ciekawej, subtelnej acz dosadnej formie!
No i opowiada, a jego wynik jest chyba pozytywny. Na pewno lepszy od poprzednich – nie krzyczy już o skurw**nach, nie widzi zarzyganych chodników a nawet przekonuje, że jest nadzieja „Mogę se pomarzyć a ty się śmiej”. Ale wiele polskich przywar jest na swoim miejscu – gdybanie, kłótnie o rocznice, beznadzieja w sporcie – i o tym możemy w utworze usłyszeć. Resztę interpretacji pozostawiam Wam samym. Gitarki grają pięknie w tym kawałku a i ostatnia, kończąca zwrotka też ciekawie zamyka utwór.

ROK 2014

No i tak znaleźliśmy się tutaj, 27 lat później. Każdy z nas sam widzi i wie co jest z naszym krajem nie tak, a co jest zdecydowanie na plus. Dużo jest zarówno jednego i drugiego, chociaż ja lubię dostrzegać głównie te drugie. Ale dzięki Kazikowi, możemy jeszcze głębiej i ciekawiej zanurzyć się w tym jak nasz kraj prze do przodu. Możemy ten nurt poczuć jeszcze mocniej – kontrastując powyższe utwory, które dają nam wgląd na to jak zmieniał się kraj, mentalność i rzeczywistość – przynajmniej w oczach Kazika Staszewskiego. A do tego mamy trzy świetne kawałki! :)
A Wy jak to widzicie? Jak oceniacie te utwory? Kazik dobrze gada, czy nie ma racji?
 

kacper