Asian Dub Foundation – Punkara

Typ muzyki, który ciężko krótko określić jednym słowem. Natrafiałem na określenia – breakbeat, dancehall, ragga, jungle, hip-hop, trip-hop, alternative electronica oraz najprościej – dub. Prawda jest taka, że wszystkiego mamy tutaj po trochu, a całość jednak ciężko zamknąć w jednym określeniu. Mi brakuje jeszcze tutaj słowa rock i psychedelic bo i takie elementy tu znajdziemy. Panowie z ADF serwują nam wyborny miks różnych stylów składając to w jeden, naprawdę świetny, album. Cała płyta zionie sporym powerem i energią i w sumie na tym warto się skupić niźli na szukaniu dla tej mieszkanki nazewnictwa ;)

Ale po kolei – kim są Panowie, którzy zwą siebie Asian Dub Foundation? Zespół założony w 1993 roku w … Londynie przez grupę chłopaków, którzy poznali się podczas warsztatów dla hinduskiej młodzieży. Jako, że cała grupka majstrowała coś już przy muzyce w różnych zespołach, jako, że mieli wspólne, azjatyckie korzenie i jako, że po prostu dobrze się dogadywali – postanowili założyć nowy zespół, który te wszystkie elementy by jakoś łączył. Tak powstała Azjatycka Fundacja Dabu :D  Trzymanie dobrego tempa tworzenia muzyki na dobrym poziomie przełożyło się na 12 albumów w przeciągu 20 lat i światową sławę.

                                                                   images

Sława, która do mnie akurat nie dotarła! Foch! :)

Osobiście poznałem ten zespół dopiero podczas zeszłego Woodstocku gdzie dali naprawdę dobry i satysfakcjonujący koncert :) To lubię – jadę na Woodstock, jakichś tam zespołów oczekuję, jakiś koncert jest dla mnie obowiązkowy, a o kilku słyszałem, że ‚powinny być dobre’ i idę z ciekawości. Niektóre z takich koncertów to kompletne niewypały (Nigel Kennedy – jedyny koncert w moim życiu na którym zasnąłem!!!), a niektóre to istne perełki i jestem wręcz zły, że wcześniej ich lepiej nie znałem bo bym dokładniej takie wydarzenie przeżył. Takimi koncertami były między innymi popisy Easy All-Stars, Machine Head, Jelonka no i właśnie Asian Dub Foundation. Jak widać zasłużyli nawet na wyróżnienie w postaci wpisu. To już coś – po niecałym rok znajomości! :D

                                                      3121417496_ff04d2d324_o

Klasycznie – kilka utworów opiszę, a część pozostawię do samodzielnego odkrywania :) Ogólnie tak właśnie będę opisywał albumy na tym blogu.

Już sam tytuł pierwszego utworu sugeruje nam co się będzie na płytce działo. „Superpower” tajemniczo otwiera album, wchodzi podniosłymi trąbami i głębokim basem. Za chwilę mamy szybki bit, przestrojoną gitarkę w tle i już wiemy, że Punkara się zaczęła :) Następnie szybki i bardziej radiowy „Burning Fence”. Później wolniejsze „No Fun” i …

Teraz będą cztery zajebiste kawałki pod rząd – esencja płyty. Yeah!

Najwpierw idzie „Speed Of Light” – utwór do chillowania :) Przyjemne, lekkie sześć minut z kobiecymi chórkami, sporą ilością indyjskich motywów i nawijaniem o tym, że wszystko dookoła zapieprza z prędkością światła i nie sposób za tym nadążyć. Spotkania, deadline’y, wyścig szczurów i zakupy – to wszystko kręcenie się w kółko. Czas zwolnić. Czas przenieść się do miejsca gdzie jest wieczna radość (permanent joy – jakież piękne określenie) i nikt nie liczy czasu bo go nie ma (time is destroyed). Rozkminkowe, do chwili wytchnienia i przemyśleń. Ciekawy tekst – polecam się dokładniej zapoznać.

                                                     Asian Dub Foundation Live

             Dwa najważniejsze bodajże elementy ADF – indyjski bęben i charakterystyczna gitarka
 

Jedziemy dalej! :) Teraz to dopiero nabierzemy Prędkości Światła! :) Trzy następne kawałki to jakieś 12 minut muzyki, ale gwarantuję, że zleci Wam to szybciej, bo utwory są dynamiczne i dają dobrego kopniaka energii! :) Na pierwszy ogień idzie „Ease Up Cesar” z wpadającym w ucho refrenem, ciekawszą gitarką i chyba większą ilością sampli. Tytuł jasno zdradza jakie jest przesłanie słów ;)

„S.O.C.A.” !!! Pełen instrumental i to jaki! Nie napiszę za dużo, zostawiam Was z tym sam na sam. Te trąby (?) w tle są świetne! :D Podziwiam też gitarzystę jak dobrze potrafi się w takim utworze odnaleźć, nie przeszkadzać, interesująco używać przesteru i nadawać klimatu utworowi ;) Według mnie – podium (płyty)!

I ostatni z tej szczęśliwej serii czterech bardzo dobrych kawałków – „Target Practice”. Również moc, również uderzenie, tutaj mamy do czynienia już prawie że z hard rockiem, takie riffy tutaj siedzą :) Z tym utworem na uszach, gdy jechałem na rowerze, to od razu dwa razy szybciej niż wcześniej :D W pełni satysfakcjonująca i karmiąca muzyczny żołądek gitarowa solóweczka pod koniec!

Muszę jeszcze wyróżnić jeden kawałek. „Bridge of Punkara” – naprawdę dobry, odpływkowy, powolny i stonowany dub, który prowadzi nas lekko kołyszącym się mostem do Punkary. Może dowiemy się co jest po drugiej stronie? Solidna perkusja z lekkim pogłosem (jak większość instrumentów w tym utworze), lekki, psychodeliczny flet na przemian z dogłębnym basem. Gdzieniegdzie niezawodna gitarka – nie za dużo, nie za mało, ogrywa przyjemne riffy. Solidna ósemeczka! ;)

Youtube dla Was z odpowiednimi wizualizacjami :)

Reszta utworów czeka na Was, nietknięta słowem mojego opisu. Enjoy! :)

 

kacper

 
  • Jeden z moich najulubieńszych albumów ever!