Barceloński Survival cz.1

Moją destynacją była Walencja. W Barcelonie lądowałem na El Prat i stamtąd miałem wrócić po 10 dniach do Polski. Nie planowałem tam za wiele, bo nie lubię takich ogromnych miast, tym bardziej tak mocno turystycznych. Barcelona jest jednym z najpopularniejszych celów turystycznych wycieczek całego świata więc podchodziłem do niej z lekką (lekką!) dozą dystansu – że to nie dla mnie. No ale jednocześnie to jest ta Magiczna Barcelona, zobaczymy co się wydarzy! :) Wydarzyło się sporo nieoczekiwanego. :)

Bez oczekiwań

Planu nie miałem. Lądowałem po godzinie 20, więc już ciemno i noc. Planem było przeżycie w jakiś sposób nocy i wyruszenie stopem w stronę Walencji następnego dnia. No chyba, że stałoby się coś ciekawego – to do Walencji nie śpieszyło mi się na tyle, żeby nie móc pojechać tam, ot chociażby 3 dni później. :) Bez oczekiwań to piękna zasada! Nie oczekuj niczego, bądź gotowy na wszystko! Już od jakiegoś czasu nauczyłem się podróżować według tej sentencji i wychodzę na tym jedynie dobrze. :D Tak jak i planu, tak samo nie miałem śpiwora. BŁĄD! W Walencji miałem zapewniony nocleg u Marysi i dostałem wskazówki aby śpiwora nie brać. Well – ogólnie boję się tanich linii lotniczych i ich limitów bagażowych, więc z radością przyjąłem możliwość nie brania śpiwora – zawsze to trochę mniej stresu przy odprawie. A uwierzcie mi, miałem już kilka niewesołych akcji – raz mało nie zostałem w Alicante bo mnie nie chcieli puścić i już (fakt, faktem miałem ten bagaż prawie ze dwa razy większy niż te ich limity ;)). Po kilkunastu minutach kłótni machnęli na mnie ręką i wbiegłem do samolotu, który odleciał z opóźnieniem – przeze mnie! :P No ale ten śpiwór – boziu jaka głupota go nie brać! Jest potrzebny i tyle – moja podróż byłaby o wiele łatwiejsza i … przyjemniejsza. Nigdy więcej, never ever, tak nie zrobię! :) Amen.

Zdjęcie2365

Lecimy. Przy starcie z Modlina zarzuciło samolotem dwa razy tak mocno (nie że turbulencje jakieś ale takie solidne majtnięcie na kilka metrów), że ludzie darli ryje w środku jak przy katastrofie lotniczej, a ja mało nie umarłem ze strachu! Serio – leciałem już kilkanaście razy, przeżyłem nawet burzę podczas lotu z Sardynii, a dwa razy byłem tak przerażony, że odmawiałem zdrowaśki, ale tym razem było naprawdę solidnie i groźnie. Cały lot później jak na szpilkach i zadawanie sobie pytania czemu do cholery jestem 9 kilometrów nad ziemią i nie mam żadnego wpływu na swoje życie?! :D

Plac Katalonii w nocy

¡Hola!

Lądujemy. Wsiadam w AeroBusa do centrum (odjazdy co 10 minut, cena 5,9 euro, 35 minut jazdy – dobra opcja :)). Wysiadam na Plaça de Catalunya, czyli głównym placu Barcelony. Wychodzę z busa – ciepło, przyjemnie. Co by tu dalej? :) Czas pospacerować i obczaić okolicę. Wiedziałem, że główną ulicą jest La Rambla – no to idę w jej kierunku. Przecinam ten Plac Katalonii i widzę grupkę 4 tripersów, podóżników, backpacersów – jak by tego nie nazwać. Siedzą na murku, plecaki na ziemi… i sobie siedzą. :) Z miejsca wydawali mi się wporządku i mijając ich miałem ochotę zagadać… ale zabrakło mi jakoś odwagi, przegapiłem ten moment. No to idę dalej. Uszedłem kilkanaście metrów i myślę sobie – kurdę, to były jakieś dobre ziomki, wracam, najwyżej pogadam chwilę i pójdę. Zrobiłem jeszcze jedno kółeczko wokół nich i znowu przegapiłem TEN moment. Myślę sobie – walić to idę dalej. No ale po chwili znowu – Kacu, czemu nie wykorzystasz okazji, jesteś w tripie, dajesz, nic nie stracisz! :D Więc wróciłem się drugi raz – podchodzę i zagaduję. Mówię, że wysiadłem z autobusu 3 minuty temu, nic nie wiem o mieście i w ogóle cześć, co robicie. :D Siadło – gadka zaczęła się sama kleić. Okazało się, że jest to dwóch Niemców, Bułgar i Hiszpan. Posiedzieliśmy chwilę, ale Bułgar i Hiszpan musieli się gdzieś zwijać. Bułgar śmiał się ze mnie, że widział jak robię przy nich kółeczka jak niezdecydowany sęp. :P Oni poszli a ja miałem zostać z Niemcami. Średnia opcja tak sobie myślę, pewnie się z nimi nie dogadam. Niby stereotypy, ale swoje wiem i zawsze jest jakieś sprawdzalne prawdopodobieństwo, że się z kimś dogadasz albo nie. No ale chłopaki mówią, że są w tripie od kilku miesięcy, że nie mają pieniędzy, że autostopują, ogarniają wszystko za darmo, śpią na plaży i w ogóle – chodźmy po browarki to sobie pogadamy. Byłem w błędzie – JUŻ ich lubiłem! :D

Wolność

Wpis się zwie Barceloński Survival właściwie tylko dzięki tym chłopakom. To co zaczęli mi opowiadać, ich podejście i styl podróżowania, nastawiło mnie już na całą resztę wyjazdu. Lubię sobie potripować jak jakiś hipis nie uznający prądu czy ciepłych posiłków, ale zawsze wszystko w jakichś granicach. Tutaj chłopaki byli wyzwoleni jeśli chodzi o te sprawy i trochę to ich wyzwolenie mi się udzieliło. To było super, bo nigdy nie włączyłem sobie aż takiego survivalu (no może raz w Berlinie gdy byłem tam z gitarą), ale oni rozwalali system! :D No więc siadamy na tej ławeczce, otwieramy piwka i zaczynamy gadać. Chłopaki nie byli sami – gdzieś tam są jeszcze dwie dziewczyny, które z nimi podróżują. Ale nie wiedzą gdzie, a nie mogą się z nimi skontaktować, bo nie mają telefonów. :P W sumie podejrzewają, że może są na komisariacie policji. Pytam dlaczego? -A bo kradniemy ze sklepów. :O Ale jak to? No tak, wiesz – mamy w Barcelonie jakieś 6 różnych sposobów zdobywania darmowego jedzenia. Jakie – pytam. Możemy kraść ze sklepów, możemy robić dumpster diving (wyciąganie zdatnego do zjedzenia żarcia ze śmietników), możemy dostawać niewykorzystane i niesprzedane jedzenie przy zamykaniu sklepów i restauracji, możemy iść raz dziennie do takiego jednego kościoła gdzie rozdają jedzenie bezdomnym, możemy iść do naszego kumpla, który pracuje w restauracji to nam trochę da, możemy iść dwa razy w tygodniu do takiego jednego ośrodka, gdzie dają ciepłe posiłki, możemy dojadać po ludziach w KFC czy McDonaldzie… W ogóle to wszystko zdobywamy za free. Popatrz – wszystkie ubrania jakie mam na sobie, znalazłem albo dostałem – mówi jeden z nich – Tom. Patrzę na niego i widzę, że nie wygląda najgorzej. Mindblow. I wy tak cały czas? No jasne, stary, nawet nie wiesz jakie to łatwe! :D Zaczęli mi opowiadać trochę historii z autostopa, to jakieś dziwne sytuacje same się ich imały. Np. do Barcelony dojechali z dziewczyną, która wzięła ich na stopa gdzieś we Francji i spodobała jej się idea, to ich przywiozła, pobawiła z nimi kilka dni i musiała wracać, bo do pracy. :D A jak ogarniacie noclegi? No ogólnie można spać na plaży, ale niebezpiecznie, dwa razy próbowali nas okraść. Albo można spać na klatkach schodowych na ostatnim piętrze. Ciepło, milusio. Albo w squacie, jest taki jeden tutaj, ale już wykorzystaliśmy limit noclegów, a też mało miejsca dla gości mają. Spaliśmy też u takiego jednego naszego znajomego. Myślę sobie – naprawdę nieźle, mają pomysł na wszystko. A macie sposób na darmowy internet? Jasne! Apple store! :D I rzeczywiście – w większych miastach, w których jest oficjalny sklep Apple, można śmigać po necie właściwie bez ograniczeń. Czasem Facebook jest zablokowany. :) A darmowy prysznic? Noo, z tym jest problem, na siłę to można się w zwykłej łazience obmyć, albo na plaży pod tymi prysznicami. Skubańce… Mówię im, że są totalnie nie-Niemcami, z takim sposobem życia. :D Zaczęli się śmiać. I w tym momencie na rowerze przyjechała do nas dziewczyna jednego z nich.

Pojeździj rowerem!

Coś tam zaczęli rozmawiać po niemiecku, ale moją uwagę przykuł ten rower – z oficjalnego, Barcelońskiego, systemu wypożyczania rowerów. Nie zdążyłem zapytać, a Tom już mówi mi o co chodzi. No bo w systemie jest wada – jeśli rower jest wpięty to powinno świecić się czerwone światełko. A czasem świeci się zielone, albo miga – wtedy można rower śmiało brać. :D Mówię, że coś mi się nie chce wierzyć, a on mówi, że od wczoraj mieli jakieś 10 rowerów, ale zostawiają je pod drzewami czy coś, więc je gubią. Mówi też, że to jest w sumie wiedza prawie, że powszechna, ludzie chodzą i się tym światełkom przyglądają, a jego kiedyś jakaś laska odepchnęła i zabrała rower sprzed nosa gdy takowy wyczaił. :D No więc pytam czy w sumie mogę przejechać się tym rowerem. Jasne! Przejedź się, daj czadu mówią i wręczają mi ten rower. No zajebiście! Jestem 30 minut w Barcelonie a już poznałem ludzi, wypiłem piwko i jeszcze śmigam zaraz na rowerku! :D Zrobiłem szybkiego tripa po La Rambli na plażę i z powrotem i wracam do ziomków. A tam z nimi siedzą 4 nowe osoby. :D

Zdjęcie2663

Para Węgrów, którzy przez całe wakacje robią bańki mydlane w Barcelonie. :) Irlandczyk, który od 4 miesięcy autostopuje po Europie, a za 3 dni ma lot powrotny do Dublina. No i kolejna Niemka – z tej triperskiej ekipy. :) Siedzą i wcinają trzy skrzynki owoców, właśnie oddali im przy zamykaniu jakiegoś sklepu. Niemka siedzi, obiera co trzeba i rozdaje nam soczyste owoce. :D Godzina 22, Barcelona, moja kolacja! :D Posiedzieliśmy tak jakiś czas i pogadaliśmy o survivalowym życiu. Z Węgrami pogadałem o tym jak idzie robienie tych baniek i czy im się już to nie nudzi. W sumie to nie, bo to lubią, idzie z tego wyżyć, ale w Barcelonie trochę duża konkurencja. No i w sumie to jest ich pomysł na życie, dobrze im z tym. Z Irlandczykiem natomiast pogadałem o jego tripie, był z niego bardzo zadowolony, dumnie prezentował ogromną brodę jak u prawdziwego drwala – brodę, którą zapuszczał przez całą podróż. W sumie to już jest zmęczony tą wycieczką, wyczekuje już na samolot do domu. Posiedzieliśmy tak wszyscy radośnie przez jakieś dwie godzinki, ale część z nich chciała się już zwijać spać – rozstawiali sobie namiot w parku poza centrum. Więc już musza iść bo jeszcze kilkadziesiąt minut piechotą przed nimi. :) Pożegnaliśmy się i zostałem z Niemcami.

Zdjęcie2370

Buenas noches

Też zdecydowaliśmy się zbierać. Stwierdziłem, że przyłączam się do nich, bo w sumie ogarniają temat, a byli też bardzo sympatycznymi i inteligentnymi ludźmi – było po prostu wesoło. :D Chcieli iść spać na plażę ale ja proponowałem poszukanie jakiejś klatki schodowej, zdatnej do przenocowania naszej piątki. Plaża jest niebezpieczna a i w sumie za ciepło już nie jest, to w końcu lisotpad. :) Po chwili dyskusji stwierdziliśmy, że idziemy La Ramblą w stronę plaży i po drodze obczajamy jakieś możliwe miejscówki. Perspektywy nie były zbyt kolorowe, bo to centrum miasta, nie tak łatwo znaleźć niezbyt kontrolowane miejsce, takie, w które można bezproblemowo wbić i nikomu nie wadzić. Szliśmy chwilę i podczas dyskusji na ten temat Tom mówi, jednocześnie popychając jakieś przypadkowe drzwi, które mijaliśmy, że nie tak łatwo tutaj, w centrum znaleźć chociażby otwarte drzwi. W tym momencie, te drzwi się otworzyły wraz jak je popchnął. Mocno (pozytywnie) zaskoczeni weszliśmy na klatkę. No tak – cała w remoncie, drzwi pozabijane dechami, mnóstwo desek, wiader, kabli i… gipsowego pyłu. Weszliśmy na ostatnie (bodajże 7 czy 8) piętro i z radością acz lekkim niedowierzaniem stwierdziliśmy, że to miejsce idealnie się nadaje! :) Chłopaki stwierdziły jeszcze, że skoczą po kartony coby spać na czystym i w sumie… mamy luksusowy nocleg. :D

Zdjęcie2379

Rozłożyliśmy się, wypiliśmy po ostatnim piwku, pogadaliśmy jeszcze trochę i po jakimś czasie poszliśmy spać. :) Tak skończył się mój pierwszy dzień w Barcelonie.

Następnego dnia mieliśmy przymusową pobudkę, ale o tym będzie w następnej części wpisów z tego tripa! :)

Kacper,

26.11. 2013, Kraków

 

kacper