Jak szukać mieszkania (w Krakowie)?

Znaleźć dach nad głową z głową to sztuka.

Osobiście w przeciągu 5 lat mieszkałem na 10 różnych mieszkaniach w Krakowie, w różnych częściach miasta, w różnych standardach, kombinacjach, z różnymi ludźmi i właścicielami, przechodząc przez przeróżne historie, akcje i konfrontacje. Wiem, że ten wynik podpowiada – „ten gość nie umie szukać mieszkania, średnio raz na pół roku je zmienia”, ale w tym moja siła – widziałem i przeżyłem tyle różnych sytuacji, że powoli czuję się w tej dziedzinie „ekspertem”. Właściciele oszuści, współlokatorzy oszuści, kradzieże, włamania, najazdy policji, sąsiadów i byłych lokatorów. Fabrykowane umowy, zwykli naciągacze, oszustwa w rachunkach, straszenie sądem, studiowanie paragrafów i wzywanie policji do właścicielki-wariatki – wszystko przerobione i sprawdzone na własnej skórze. ;) Niemniej jednak te przykre doświadczenia zrobiły swoje i ostatnie lata to już stabilność, umiejętne wynajmy i zadowolenie z całorocznych, spokojnych mieszkań. Oto moja spowiedź…

Jestem zwykłym studentem ale los tak mną targał i mam nadzieję, że moje spojrzenie i doświadczenia (również przykre) – ustrzegą kogoś przed nieprzyjemnymi przygodami i sprawią, że własne lokum będzie kojarzyło się dobrze i przytulnie. W tekście przestrzegam przed całą serią błędów, potknięć i uchybień jakie popełniłem, oraz polecam dobre praktyki, które cały proces bardzo umilają. :)

Zaczynamy!101114_154117

1. Nie ufaj właścicielom

Punkt numer jeden jest kluczowy i dlatego jest numerem jeden – niech nastawi Was na resztę tekstu.

Właściciel ubija z Tobą interes. To nie jest Twój przyjaciel, który poprzez swoją pomoc sprawia, że masz gdzie mieszkać w Krakowie, sprawia, że jest Ci ciepło w nocy a Twoje życie staje się kolorowe. Nie – on oferuje Ci usługę, za którą będzie przez długi czas, regularnie i bezlitośnie, pobierał gruby hajs. Oczywiście trafiają się wspaniali ludzie, którzy pomogą, doradzą i naprawdę chcą jak najlepiej. Życzę wszystkim takich wynajmujących na drodze. Niestety – moje doświadczenia dają jeden prosty wniosek – właściciele mieszkań to bezwzględne (i obrzydliwe) szuje! Z 10 wymienionych mieszkań, jedynie w przypadku dwóch z nich mile wspominam właściciela. Reszta zawsze okazywała się bezlitosnym demonem, który chce pieniędzy i nie liczy się z Twoim losem. W przypadku tych 8 złych właścicieli, ponad połowa na początku była świetnymi kompanami, zaskakująco dobrze dogadującymi się z młodzieżą, roześmiani ludzie, którzy chcą dla nas jak najlepiej. Kończyło się stratami kaucji po kilkaset złotych, nagłym rozwiązywaniem umów, łamaniem prawa (branie rzeczy pod zastaw, wejście na mieszkanie pod nieobecność) i szukaniem mieszkania w środku semestru w trybie pilnym. Wiele zasłyszanych historii (niestety) potwierdza moje spostrzeżenia.

Nie chcę nastawiać negatywnie do nowopoznanych właścicieli. Często są naprawdę fajnymi ludźmi, czasem w podobnym wieku, o podobnych zainteresowaniach, czasem naprawdę pomogą w trudnej chwili, choć nie muszą itp. Ale trzeba pamiętać, że nasza relacja opiera się na pieniądzach, nie na wspólnych tematach. W razie jakichkolwiek wątpliwości czy problemów następuje równanie studenciaki z mieszkania < moje pieniądze. A wtedy już często jest za późno by jakieś błędy naprawiać lub negocjować.

Być podejrzliwym i wszystkie ustalenia spisywać na papierze (‚tak, za tydzień to mieszkanie będzie na was czekać chłopaki, a za miesiąc wstawiam tę lodówkę, której nie ma’), łącznie z każdorazowym udokumentowaniem uiszczanych pieniędzy, a powinno być dobrze :)

110210_213959

2. Szukaj efektywnie

Zawsze dziwiły mnie ogłoszenia skierowane od osób, które szukają mieszkania, nie od właścicieli. Bo po co? Przecież to mieszkań jest mniej niż chętnych i to oni się biją o miejsca do życia. Właściciel tylko siedzi i odbiera telefony. To prawda, ale gdy w desperacji umieściłem kiedyś ‚swoje’ ogłoszenie, że szukam mieszkania z kolegami, takie i takie wymagania, taka i taka cena maksymalna – to ja zacząłem siedzieć i odbierać telefony! :) Może nie był to jakiś zalew ofert, ale były to dodatkowe opcje wyboru w przerwie między dalszym szukaniem mieszkania.

Warto skupić się praktycznie tylko na gumtree. Ogłoszenia na przystankach, słupach i innych takich można olać. Są wywieszane najczęściej przez osoby starszej daty, które mają absurdalne wymagania (wracanie przed 21, zero gości czy cotygodniowe kontrole (tak, tak)). Dodatkowo często jest to mieszkanie z takim właścicielem współdzielone. Często są też po prostu nieaktualne. Podobnie jeśli chodzi o niszowe, marginalnie używane portale, gdzie umieszczają ogłoszenia osoby, które nie do końca rozumieją głównego ‚nurtu’, potrzeb i realiów wynajmowania mieszkania studentom – podobnie jak osoby wywieszające ogłoszenia na przystankach.

Słynna zrobiła się już restauracja STuba U Świętego Jana na ulicy św. Anny – mała knajpka z zeszytami, w których ludzie zostawiają swoje ogłoszenia. Zeszyty są specjalnie przygotowane – właściwie są to arkusze do wpisywania ofert. Niby papier, stara data i nie-internet, ale słyszałem kilka fajnych historii o znalezionych tam mieszkaniach, sam po jednej wizycie znalazłem tam mieszkanie, a ostatnio, co prawda poprzez wifi a nie zeszyty – ale znalazłem tam kolejne ;) Gdy scrollowanie gumtree już zmęczy – warto wstąpić, a co szkodzi? :)

1

3. Sprawdź okolicę

Super mieć sklep całodobowy w promieniu kilometra, za rogiem przystanek tramwajowy, ulicę dalej tanie pierożki a jeszcze obok fajny bar z bilardem. Bardzo tania oferta może zmienić się w nieatrakcyjną, jak okaże się, że bez roweru najbliższy sklep to 25 minut spaceru. W kilku miejscach mieszkało mi się dwa razy przyjemniej z powodu otoczenia. Wspaniałe jest uczucie, że nie tylko wszystko na mieszkaniu gra, ale jeszcze okolica współpracuje z Twoimi potrzebami. Zielony park, ulubiony basen, świetna biblioteka i sprawdzony fryzjer w zasięgu ręki sprawiają, że człowiek czuje się od razu lepiej :)

No i lokalizacja. Ja wiem, że ‚można dojeżdżać’ i żyć, ale czy warto? To naprawdę niewygodne, gdy przy planowania godzinnego spotkania, trzeba drugie tyle doliczyć na dojazd i powrót. Gdy od 22 do 6 rano mamy jedynie 6 kursów w okolice domu, a na dworzec jedziemy z przesiadką. Według mnie warto płacić, powiedzmy, te 50 zł miesięcznie więcej, ale za to nie wspominać studiów jako urywki miasta zza tramwajowego okna i wieczne polowanie na kurs 114. Chociaż w przypadku studiowania na Ruczaju, Eurogórce czy Prokocimiu – to już nic się nie da zrobić :P

101113_202828

4. Sprawdź wyposażenie

Przede wszystkim – sprzęt kuchenny. Nie ma nic bardziej bolesnego niż oszukiwanie się, że dwa elektryczne palniki spokojnie wystarczą na 5-osobowym mieszkaniu. W kombinacji z lodówką wielkości normalnej zamrażarki. Oczywiście, przy założeniu, że ktoś planuje w tej kuchni gotować :) Wtedy każdorazowe odgrzanie ruskich staje się problematyczne, nie mówiąc już o większym gotowaniu. A wtedy kończy się albo na samych kanapkach, albo stołowaniem się poza domem, co jest oczywiście drogie. Przydaje się pralka (nie zawsze w standardzie i to nawet często!), odkurzacz, mikfalówka, lodówka dopasowana do ilości mieszkańców, wszystko byle nie elektryczna kuchenka (bo jest mega słaba), piekarnik (dla zainteresowanych), mop, żelazko (chyba, że mamy swoje), gotowy już internet a w kuchni dużo sztućców, talerzy, garnków i patelni. Te rzeczy są po prostu najczęściej potrzebne. :)

#Póki co dobrze się czyta ten artykuł? Zapraszam na fanpage – link!

Podobnie z meblami – nie ma co się oszukiwać ‚przywiozę sobie biurko z domu’, ‚bez pralki wytrzymamy’ czy ‚zmieścimy się na tej jednej półce’. Wszystko prawda, tylko, że takie mieszkanie staje się męczące, a wyprowadzka to duży problem logistyczny gdy zwieziemy trochę swoich mebli. A tak pakujemy manatki w plecak i pudełka i wywozimy się taksówką :)

110212_020001Klimacik jest najważniejszy! :)

5. Ogrzewanie

Istotny punkt, głównie z perspektywy naszego portfela. Zacznijmy od kamienic, bo są zdradzieckie. W kamienicy będzie zimno. Stare okna, wysoki sufit i piece kaflowe – powodzenia! :) Dodatkowo te piece żrą mnóstwo prądu i kosztują majątek, co objawi się rachunkiem na 500-800 zł (na łeb!) na początku wiosny. I nagle mamy dwa czynsze do opłacenia – ten comiesięczny i rachunek za ogrzewanie, które gówno dawało przez całą zimę. Kamienice są fajne, stylowe, odlschool, całkiem tanie i w centrum, ale są też zapyziałe, rozlatujące się no i mają fatalne ogrzewanie. Do tego często nieszczelne okna (stare drewniane okna są bardzo słabe zarówno w kwestii zimna jak i hałasu) i niedocieplony cały budynek więc grzanie chodzi w nieskończoność a i tak będzie zimno. Błędne koło.

Najlepsze jest ogrzewanie miejskie/komunalne i takiego polecam szukać. Jest najtańsze i najefektywniejsze ponieważ montowane w nowych budynkach, już dodatkowo ocieplonych więc jest cieplutko cały czas. Z tym, że takie mieszkania są głownie poza centrum (które należy do kamienic). I to niejednokrotnie bardzo daleko. Uważać na gaz! („Putin nas wykończy” jak to powiedziała jedna z właścicielek ;)) Gaz jest cholernie drogi, ogrzewanie gazowe żre go bardzo dużo a do tego najczęściej występuje właśnie w starych kamienicach, które ciężko ogrzać. W ogóle na ogrzewanie trzeba bardzo uważać, niziutki czynsz potrafi zblednąć przy rachunkach za gaz czy właśnie prąd, które przychodzą ryczałtem po zimowym okresie. Nadziałem się na to tylko 2 czy 3 razy bo było to tak bolesne, że nie było opcji abym dał to sobie powtórzyć :)

040202_192253I te komunikaty – ich forma i treść :)

6. Przeanalizuj dokładnie umowę

Nie wiem czy zaryzykowałbym w tym momencie zamieszkanie gdzieś ‚na gębę’. O ile nie jest to wieloletni przyjaciel, to warto mieć jakiś dokument na to, że się tu mieszka i jeszcze za to płaci od kilku miesięcy. Dlatego w ruch leci umowa, wymagana przez 95% właścicieli. A skoro już będziemy ją podpisywać, warto się nie wkopać. Umowa zawiera wszystkie warunki naszego zamieszkania. Jeśli czegoś nie ma w umowie – sorry, nie ma tematu. Jeśli w umowie jest napisane, że płacisz za garaż, którego nie używasz (a używa go regularnie właściciel) – trzeba płacić, przecież podpisane. Umowa może być też skonstruowana jednostronnie, pod właściciela – np. bardzo utrudniając szybką wyprowadzę lokatorom (długi okres wypowiedzenia, straty kaucji, obowiązek znalezienia kogoś na swoje miejsce) a jednocześnie umożliwiając legalne pozbycie się uciążliwych lokatorów w przeciągu 3 dni. Warto ją dokładnie przeanalizować (gotową umowę najprawdopodobniej zaproponuje wynajmujący) i ewentualnie wnosić swoje modyfikacje. Trzymiesięczny okres wypowiedzenia bardzo wiąże lokatorom ręce, może warto wynegocjować jeden miesiąc? Nowiutkie mieszkanie i odpowiedzialność za straty? Warto zapisać co już jest zniszczone, zrobić zdjęcia mieszkania przed wprowadzeniem się (brzmi śmiesznie i paranoicznie, ale przy ewentualnych sporach niezastąpione!)  a wszystkie szkody zgłaszać na bieżąco z racji użytkowania. Podobnie kwestia zużywania się sprzętu -właściciel nie może zarządzać pieniędzy za naprawę np. zepsutej ze starości słuchawki do prysznica, albo rozpadających się gniazdek bo naturalne zużywanie się sprzętu wliczone jest już w koszta o ile jasno nie wynika z winy mieszkającego. Tak swoją drogą na sprzęt trzeba uważać, bo właściciele wykorzystują to by wymieniać wyposażenie na nowe. Umowa to swoisty cyrograf na nasze życie (przecież chodzi o miejsce do codziennego przebywania) i warto mieć tego diabła po swojej stronie ;)

7. Małe smaczki

Jasno – człowiek potrzebuje do życia światła a bez niego zaczyna usychać. Najgorsze wspomnienia mam z mieszkań niedoświetlonych, do których docierało mało słońca i w których nie było wiadomo jaka jest pogoda, póki się z niego nie wyszło. Człowiek się zamula, sypia dłużej i gorzej, ciężej jest się zmobilizować do czegokolwiek, nic się nie chce. Koszmar. Obecnie jest to dla mnie jeden z najważniejszych warunków nowego lokum – jasne i słoneczne!

Hałasy za oknem – jeśli ktoś ceni spokój to radzę zwrócić na to uwagę. Osobiście nie mam wielkich wymagań co do decybeli w okolicy, ale gdy mieszkałem na Dietla 44 i okno wychodziło na jedno z większych tramwajowych skrzyżowań w Krakowie, to przy otwartych oknach głośniki w laptopie nie dawały rady i robiło się naprawdę nieprzyjemnie. One są naprawdę głośne a niektóre budynki się normalnie od nich trzęsą! I tak od 4 rano do 23. A teraz także w nocy bo są nocne tramwaje.

Pokój przechodni – brzmi bardzo nieepicko i beznadziejnie. Jednak – idzie się do tego przyzwyczaić i nie jest to tak naprawdę uciążliwe :) Osobiście mieszkałem tak raz, ale przez mój pokój przechodziło 3 chłopa do pokoju obok, przez sam środek… a i tak mieszkanie w tym pokoju wspominam naprawdę świetnie :) Jeżeli nie mamy manii prywatności, czy nie planujemy nocować codziennie kobiety to nie jest to tragedia. Dodatkowo czasem są zorganizowane jakieś zasłonki, wysokie meble czy przechodniość jest tylko przez mały kawałeczek pokoju – i przy niskiej cenie takiego pokoju nagle zaczyna się to naprawdę opłacać. Naprawdę polecam rozważyć tę opcję jeśli wszystko inne jest super zorganizowane na mieszkaniu, cena, ludzie itd, a my nie potrzebujemy tak bardzo izolowania się.

Okolice Błoni, Wisły, Parku – Kraków to najbardziej zanieczyszczone miasto w Polsce. Trzecie w Europie! Czasem aż się czuje smog na gardle. Warto może zainwestować w zdrowie i rozejrzeć się za czymś w zielonej okolicy? :) To już bardzo pro-eko myślenie, ale ja ostatnio zacząłem mieć je na uwadze, by się między labiryntem kamienic nie dusić ;) No ale to już praktycznie marginalna sprawa :)

101111_161416
Emocjonująca rozgrywka w pchełki ze współlokatorami :)

8. Ludzie

A to wszystko powyższe i tak może zostać zrujnowane / naprawione przez ludzi z którymi zamieszkamy :)

Jak dobierać współlokatorów nie będę pisał bo do tego nie ma klucza. Od razu dziękuj za castingi i zawracaj na pięcie (kto tak robi?!). Fajnie mieszkać z dobrymi znajomymi, chociaż czasem może to popsuć relację. Czasem fajnie poznać całkowicie nowych ludzi, którzy wniosą coś nowego do życia, ale potrafią się oni okazać nieźle porąbani i nawet najlepiej dobrane mieszkanie staje się uciążliwe. Nie ma klucza. Tutaj trzeba mieć farta :D

Zapomniałem o czymś?!

Powodzenia w dżungli ogłoszeń! :)

PS. Podobał Ci się ten artykuł? Zapraszam tutaj! :)

 

kacper

 
  • Gość

    Zgadzam się ze wszystkim! Ja obecnie mieszkam w jednym mieszkaniu z właścicielem mieszkania na Olszy. Co za typ. Gada, o jakimś życiu, cały czas książki czyta, a jak coś się zepsuje i się go prosi, żeby naprawił, to kręci się na krześle i mówi: „no nie wiem, nie wiem”…

  • Co do współlokatorów to się zgadzam. Mieszkam teraz z takim typem, co ciągle narzeka na wszystko. Nie polecam.

  • Pingback: Gra w sprzątanie mieszkania : jamowie.to()

  • ktoś

    Przynajmniej nie macie maniaczek kotów. Nie, nie mam na myśli kota w mieszkaniu, przeciwko któremu nic bym nie miała. Współlokatorki potrafią siąść w kuchni i miauczeć (wygląda to mniej więcej tak: ,,miau…miau…miau…”. I tak w odstępach 3-sekundowych. O obklejaniu wszystkich drzwi w mieszkaniu kocimi plakatami już nie wspomnę.

  • ja

    Jeśli chodzi o moje doświadczenia to nie było tego jak na razie za wiele. Mieszkanie znalazłem z ogłoszenia na forum uczelni. Mieszkałem w 2-osobowym pokoju. Generalnie nic mi nie przeszkadzało, lokalizacja dobra, ale po roku się wyprowadziłem i już bym tam nie wrócił. Miało być wszystko, a nie było łóżka. Właściciel powiedział, że przez kilka dni będę spał na rozkładanym fotelu, który jak się okazało był zepsuty, kupił więc łóżko, ale inny współlokator spał na kawałku łóżka (nie wiem co to było) przez 2 miesiące. Nie domykały się drzwi balkonowe (wada kontrukcyjna) właściciel zwalał winę na spółdzielnie. Początkowo nieszczelnie drzwi w niczym nie przeszkadzały, aż nadeszła zima. W sumie 2 miesiące trzeba było czekać aż właściciel łaskawie naprawi nam drzwi. Później jako tako wszystko się trzymało kupy, ale w kwietniu zaczął się psuć zamek od wejścia do głównych drzwi. Oczywiście nie wina właściciela, bo to my otwieramy i zamykamy drzwi, nie on. Ostatecznie naprawił po pewnym czasie. Na koniec drzwi od pokoju, a właściwie nie drzwi tylko zasłona (taka harmonijka), znowu wyszło, że to nasza wina. Teraz mam nowe mieszkanie, trochę drogo, ale to moja wina, bo zacząłem szukać na ostatnią chwilę. Do tego wspomniane w artykule mało miejsca na gotowanie. Ehh najlepiej to by było kupić własne mieszkanie i mieć święty spokój, ale cóż poradzić.

  • Anna

    Radziłabym też prosić właściciela o pokazanie aktu własności mieszkania. Za pierwszym razem, co prawda we Wrocławiu, nie sprawdziłam. Okazało się, że gość, który wynajął mi pokój (i wziął za to ciężkie pieniądze) był tylko lokatorem tego mieszkania (oczywiście właściciel nic o tym nie wiedział). Wynajął mój pokój kilku innym ludziom. Zdziwiliśmy się, gdy wszyscy przyszliśmy w październiku do tego samego pokoju, który notabene był już zajęty przez kogoś innego. A lokator-oszust wziął pieniądze i uciekł za granicę. Także zostaliśmy bez pieniędzy i dachu nad głową. Sprawa w sądzie się toczy (bo to nie pierwsza jego taka akcja), ale kasy i tak nie ma szans odzyskać

  • Anna

    Co do współlokatorów zgadzam się, Miałam „przyjemność” mieszkać przez ścianę z dwiema takimi… Oprócz wszechobecnego brudu, ich ZAKAZY słuchania muzyki, oglądania fimów itp, ich śpiewanie i taniec o 5-6 rano pod moimi drzwiami, żeby mnie obudzić czy wręcz obgadywanie mnie pod moimi drzwiami, tak abym to słyszała…. a poza tym sytuacje od ich pisania do mnie karteczek na drzwiach od pokoju bądź meili, mimo że byłyśmy obok siebie w mieszkaniu, do oszustw w rachunkach (jak się okazało, tak je rozliczały, żebym płaciła za nie). Tragedia!

  • Kamila

    A co powiecie na tę inwestycję http://praskapark.pl/? Nie jestem z Krakowa, ale chcę tam kupić mieszkanie i przeprowadzić się do chłopaka, a on tak średnio też się zna na nieruchomościach…Nie wiem czy mieszkanie jest w dobrym budownictwie, nie za blisko centrum? Będzie w miarę spokojnie?