The Dave Brubeck Quartet – Time Out

Album na jesienne/zimowe, spokojne wieczory. Kiedy za oknem ciemno już o 16, kiedy zaszyci w swoim małym świecie (mieszkaniu, pokoju, bibliotece) chcemy odpocząć od otaczającego nas świata. Kiedy szukamy relaksu, odpoczynku, błogostanu. Kiedy po głowie chodzi nam jazz, chilloucik, ciepła kawa/herbata/grzaniec. Kiedy nadejdzie ten upragniony wieczór tylko dla siebie. To jest właśnie album na takie chwile.

Ten album to ucieleśnienie jazzu dla wszystkich. Bo z jazzem to jest trochę niebezpiecznie – niby taki górnolotny, a większości ludziom kompletnie nie podchodzi. Przy tym samym utworze meloman potrafi płakać ze wzruszenia, a zwykły laik nie słyszy nic ciekawego, wręcz niefajnego, bo jakiś taki rytm łamany i w sumie bez melodii. Jazz jest skomplikowany, wyszukany, pomieszany, dziwny, niezrozumiały i czasem sam w sobie się gubiący. Ilość gatunków, podgatunków i stylów jazzowych przytłacza. Z jednej strony jazz wywodzi się z muzyki niewolników, którzy nie znali nawet nut, z drugiej strony bez pełnego wykształcenia muzycznego ciężko go dobrze zagrać. Trzeba mieć i umiejętności i wyczucie i ogromny talent. Jazz jest ciężki. Dla grających i słuchających. Jednocześnie potrafi zachwycić swoją prostotą lub rozłożyć na łopatki swoim zaawansowaniem. Jazz łobuziak! :)Do pełnego rozumienia i akceptacji jazzu zdecydowanie trzeba dorosnąć. Ja ciągle chyba nie dorosłem. :)

Dave-Brubeck-Quartet

Ale nie w tym rzecz żeby być jazzowym ekspertem. :) Warto go wyłapywać z tłumu, fajnie wiedzieć na czym polega, ale nie ma presji jego rozumienia czy każdorazowego zachwytu. Jazz niesie ze sobą chyba kompleksy. „Jestem za głupi na jazz, nie rozumiem go”. Trochę on ludzi wystrasza, trochę zniechęca swoim skomplikowaniem, trochę zraża wyszukaną formą chociaż nie zawsze w taką jest zapakowany. :) Nie ma co się opierać, warto trochę posmakować, a szybko się okaże, że jazz nie taki trudny jak go malują. Ja gorąco polecam jazz! :)

Ok, ale co dokładnie polecam? :) Jest jeden taki album, który zawsze chciałem tutaj opisać. Jest to krążek wydany w roku 1959 (!). Nosi tytuł Time Out i został wydany pod szyldem The Dave Brubeck Quartet. Jest to pierwszy album jazzowy, który osiągnął status platynowej płyty. Jest na nim wiele tzw. jazzowych standardów, które zostały zagrane właśnie z tym spokojem i lekkością. Jednocześnie nie atakuje on nas wyniosłymi formami, przesadzonymi muzycznymi sztuczkami, ani niczym takim. Gatunek – cool jazz. Brak wokalu – sam instrumental. Dużo saksofonu, pianinko, lekka perkusja, kontrabas. Wszystko bardzo spokojne, delikatne, przyjemne i przystępne dla każdego. Proszę dać mu szansę i przesłuchać cały, a zobaczycie, że będziecie do niego wracać. Tak to jest z jazzem, że za pierwszym razem nie brzmi jakoś tak atrakcyjnie, ale później okazuje się, że melodie chodzą non stop po głowie. :)

Jakby ktoś nie miał czasu na 40-minutowe przekonywanie się, to chociaż niech sprawdzi czy jeden z kawałków z płyty nie zachęca wystarczająco – Take Five. Kto doczeka tego utworu na płycie, już po chwili coraz to lepsze kawałki. Początek albumu może nie porywać więc niecierpliwi mogą przeskoczyć do 14 minuty aby zacząć od Take Five. :)

79066442_brubeck_86790c

Krzyczycie więcej jazzu?! :D Spoooko! :) Mam dla Was eksperyment zatem. Zapodaję dwa utwory zespołu Wściekłość W Walce Z Systemem (kocham te luźne tłumaczenia nazw zespołów! :D). Pierwszy to oryginał, drugi to wersja jazzowa. Wokal w obydwu przypadkach jest dokładnie ten sam ponieważ wersja jazzowa jest zsamplowana, wokal jest skopiowany. Zach de la Rocha, z gniewnego chłopaka, który wykrzykuje komunistyczne teksty ze sceny, staje się emocjonalnie zaangażowanym i wrażliwym jazzmanem. :D Nie wiem, którą wersję polecić Wam najpierw do odsłuchu, żeby efekt był ciekawszy. Ale myślę, że oryginał znacie. :)

Oryginał Rage Against The Machine vs. Jazzowa wersja Killing In The Name Of.

Takich smaczków jest więcej. Jazzalicareggae jazz czy np Richard Cheese przerabiający najpopularniejsze kawałki.

Gorąco polecam jazz!

Kacper,
Lublin, 22.12.2013

 

 

kacper