Jeden artysta, trzy utwory i 25 lat historii Polski

Mamy na swoim muzycznym podwórku takiego chłopaka, który od kilkudziesięciu lat bezpardonowo opisuje naszą Ojczyznę, jej wszystkie przywary i problemy. Taki to już z niego niezadowolony buntownik. Ale to i dobrze, bo nie wszyscy muszą mieć na nosach różowe okulary a i muzykowi, o którym mowa, ciężko odmówić trafności w tym co śpiewa. … 

 

Slagsmålsklubben

Siemanko, dziś na rożen weźmiemy grupkę sześciu chłopaków ze Szwecji, którzy bawiąc się śmiesznymi dzwiękami, tworzą świetną i solidną muzykę. Zespół ten to znany-nieznany Slagsmålsklubben i możecie już się zaczynać uczyć tej nazwy bo nie jest ani łatwa, ani nie zasługuje na zapomnienie. :) Gotowi na przejażdżkę? … 

 

Jeden artysta, trzy utwory i 25 lat historii Polski

Mamy na swoim muzycznym podwórku takiego chłopaka, który od kilkudziesięciu lat bezpardonowo opisuje naszą Ojczyznę, jej wszystkie przywary i problemy. Taki to już z niego niezadowolony buntownik. Ale to i dobrze, bo nie wszyscy muszą mieć na nosach różowe okulary a i muzykowi, o którym mowa, ciężko odmówić trafności w tym co śpiewa. … 

 

The Dave Brubeck Quartet – Time Out

Album na jesienne/zimowe, spokojne wieczory. Kiedy za oknem ciemno już o 16, kiedy zaszyci w swoim małym świecie (mieszkaniu, pokoju, bibliotece) chcemy odpocząć od otaczającego nas świata. Kiedy szukamy relaksu, odpoczynku, błogostanu. Kiedy po głowie chodzi nam jazz, chilloucik, ciepła kawa/herbata/grzaniec. Kiedy nadejdzie ten upragniony wieczór tylko dla siebie. To jest właśnie album na takie chwile. … 

 

Nocne odłsuchy #1

Robimy eksperyment. Siedzę na nocnej zmianie w hostelu. Od 22 do 7:30 rano recepcja jest moja. Ponieważ nie mam tutaj swojego komputera, a tym samym jestem pozbawiony mojego najpiękniejszego dziecka – skrupulatnie i długotrwale budowanej bazy muzyki – skazany jestem na youtubowe granie. Kiedyś puszczałem sobie radio, czasem coś na co miałem ochotę, ale nie lubię ustawiać co kilka minut nowego utworu. Wymyśliłem więc pewien konsensus, na którym jeszcze korzystam. … 

 

Goodnight Sweet Prince

Goodnight Sweet Prince.

To sentencja o ciekawych korzeniach (polecam sprawdzić), a ostatnio bardzo mi się spodobała i często jej używam. Delikatna acz dosadna, poważna, ale nie do końca. Ponieważ mamy święto zapalania zniczy, poniekąd przypadkiem stwierdziłem, że warto przypomnieć trzech muzyków, których pożegnaliśmy w tym roku. Naprawdę wielkich muzyków. … 

 

Dezyderata

Planowałem podrzucić Wam pozytywną muzyczkę na słoneczny dzień, w końcu już czerwiec. Jak jest za oknem wiemy, bo już ciężko to wytrzymać. Będzie więc coś w okolicznym klimacie i przedstawię Wam bardzo ciekawą rzecz – Dezyderatę. Trochę pod te smugi deszczu, trochę na dodanie mocy w wyczekiwaniu na słońce, ale głównie dlatego, że rzecz niesamowita.

… 

 

Asian Dub Foundation – Punkara

Typ muzyki, który ciężko krótko określić jednym słowem. Natrafiałem na określenia – breakbeat, dancehall, ragga, jungle, hip-hop, trip-hop, alternative electronica oraz najprościej – dub. Prawda jest taka, że wszystkiego mamy tutaj po trochu, a całość jednak ciężko zamknąć w jednym określeniu. Mi brakuje jeszcze tutaj słowa rock i psychedelic bo i takie elementy tu znajdziemy. Panowie z ADF serwują nam wyborny miks różnych stylów składając to w jeden, naprawdę świetny, album. Cała płyta zionie sporym powerem i energią i w sumie na tym warto się skupić niźli na szukaniu dla tej mieszkanki nazewnictwa ;)

Ale po kolei – kim są Panowie, którzy zwą siebie Asian Dub Foundation? Zespół założony w 1993 roku w … Londynie przez grupę chłopaków, którzy poznali się podczas warsztatów dla hinduskiej młodzieży. Jako, że cała grupka majstrowała coś już przy muzyce w różnych zespołach, jako, że mieli wspólne, azjatyckie korzenie i jako, że po prostu dobrze się dogadywali – postanowili założyć nowy zespół, który te wszystkie elementy by jakoś łączył. Tak powstała Azjatycka Fundacja Dabu :D  Trzymanie dobrego tempa tworzenia muzyki na dobrym poziomie przełożyło się na 12 albumów w przeciągu 20 lat i światową sławę.

                                                                   images

Sława, która do mnie akurat nie dotarła! Foch! :)

Osobiście poznałem ten zespół dopiero podczas zeszłego Woodstocku gdzie dali naprawdę dobry i satysfakcjonujący koncert :) To lubię – jadę na Woodstock, jakichś tam zespołów oczekuję, jakiś koncert jest dla mnie obowiązkowy, a o kilku słyszałem, że ‚powinny być dobre’ i idę z ciekawości. Niektóre z takich koncertów to kompletne niewypały (Nigel Kennedy – jedyny koncert w moim życiu na którym zasnąłem!!!), a niektóre to istne perełki i jestem wręcz zły, że wcześniej ich lepiej nie znałem bo bym dokładniej takie wydarzenie przeżył. Takimi koncertami były między innymi popisy Easy All-Stars, Machine Head, Jelonka no i właśnie Asian Dub Foundation. Jak widać zasłużyli nawet na wyróżnienie w postaci wpisu. To już coś – po niecałym rok znajomości! :D

                                                      3121417496_ff04d2d324_o

Klasycznie – kilka utworów opiszę, a część pozostawię do samodzielnego odkrywania :) Ogólnie tak właśnie będę opisywał albumy na tym blogu.

Już sam tytuł pierwszego utworu sugeruje nam co się będzie na płytce działo. „Superpower” tajemniczo otwiera album, wchodzi podniosłymi trąbami i głębokim basem. Za chwilę mamy szybki bit, przestrojoną gitarkę w tle i już wiemy, że Punkara się zaczęła :) Następnie szybki i bardziej radiowy „Burning Fence”. Później wolniejsze „No Fun” i …

Teraz będą cztery zajebiste kawałki pod rząd – esencja płyty. Yeah!

Najwpierw idzie „Speed Of Light” – utwór do chillowania :) Przyjemne, lekkie sześć minut z kobiecymi chórkami, sporą ilością indyjskich motywów i nawijaniem o tym, że wszystko dookoła zapieprza z prędkością światła i nie sposób za tym nadążyć. Spotkania, deadline’y, wyścig szczurów i zakupy – to wszystko kręcenie się w kółko. Czas zwolnić. Czas przenieść się do miejsca gdzie jest wieczna radość (permanent joy – jakież piękne określenie) i nikt nie liczy czasu bo go nie ma (time is destroyed). Rozkminkowe, do chwili wytchnienia i przemyśleń. Ciekawy tekst – polecam się dokładniej zapoznać.

                                                     Asian Dub Foundation Live

             Dwa najważniejsze bodajże elementy ADF – indyjski bęben i charakterystyczna gitarka
 

Jedziemy dalej! :) Teraz to dopiero nabierzemy Prędkości Światła! :) Trzy następne kawałki to jakieś 12 minut muzyki, ale gwarantuję, że zleci Wam to szybciej, bo utwory są dynamiczne i dają dobrego kopniaka energii! :) Na pierwszy ogień idzie „Ease Up Cesar” z wpadającym w ucho refrenem, ciekawszą gitarką i chyba większą ilością sampli. Tytuł jasno zdradza jakie jest przesłanie słów ;)

„S.O.C.A.” !!! Pełen instrumental i to jaki! Nie napiszę za dużo, zostawiam Was z tym sam na sam. Te trąby (?) w tle są świetne! :D Podziwiam też gitarzystę jak dobrze potrafi się w takim utworze odnaleźć, nie przeszkadzać, interesująco używać przesteru i nadawać klimatu utworowi ;) Według mnie – podium (płyty)!

I ostatni z tej szczęśliwej serii czterech bardzo dobrych kawałków – „Target Practice”. Również moc, również uderzenie, tutaj mamy do czynienia już prawie że z hard rockiem, takie riffy tutaj siedzą :) Z tym utworem na uszach, gdy jechałem na rowerze, to od razu dwa razy szybciej niż wcześniej :D W pełni satysfakcjonująca i karmiąca muzyczny żołądek gitarowa solóweczka pod koniec!

Muszę jeszcze wyróżnić jeden kawałek. „Bridge of Punkara” – naprawdę dobry, odpływkowy, powolny i stonowany dub, który prowadzi nas lekko kołyszącym się mostem do Punkary. Może dowiemy się co jest po drugiej stronie? Solidna perkusja z lekkim pogłosem (jak większość instrumentów w tym utworze), lekki, psychodeliczny flet na przemian z dogłębnym basem. Gdzieniegdzie niezawodna gitarka – nie za dużo, nie za mało, ogrywa przyjemne riffy. Solidna ósemeczka! ;)

Youtube dla Was z odpowiednimi wizualizacjami :)

Reszta utworów czeka na Was, nietknięta słowem mojego opisu. Enjoy! :)