Kult – Prosto

Kult wydał kolejną płytę! Trochę oczekiwania bo to przecież Kult, dobra marka, powinno być dobrze. Z drugiej strony – trochę obawa, bo chłopaki grają już te 30 lat i łatwo się potknąć albo przynajmniej już nie zaskakiwać. Kazik i koledzy pokazują, że ciągle dobrze się trzymają. Recenzja najnowszej płyty i relacja z koncertu!

W takich momentach jestem jak dziecko. Jeden z ulubionych zespołów i nowa płyta. Rzadkość dla kogoś kto lubuje się w zespołach sprzed połowy wieku, gdzie większość muzyków już nie żyje (ostatnio pożegnaliśmy Manzanka z The Doors i Marka Jackowskiego z Maanamu). Dlatego doceniam takie momenty, jest ich tak mało. Już nigdy w moim życiu nie dostąpię radości odpalania świeżutkiej płyty Floydów,  Zeppelinów, Grechuty czy Boba Marleya. Ciągle mogę liczyć na Stonesów czy trzymać kciuki za potwierdzenie się plotek o reunii Black Sabbath, ale to już przecież nie to samo. Kult natomiast jest zespołem już legendarnym a do tego ciągle aktywnym i namacalnym. Ten sam Kazik, który śpiewa hiciory, dosłownie z poprzedniej epoki, może śpiewać Ci jutro ze sceny. I to jest świetne.

prosto_1
 

Fakt wyjścia nowego albumu Kultu przeszedł jakoś bez echa. Niby widziałem jakieś tam plakaty ze dwa miesiące temu, ale nie czułem tego w powietrzu, że idzie nowe. Być może ominęła mnie kampania promocyjna, a być może była po prostu zakrojona na mniejszą skalą, niż chociażby przy okazji poprzedniej płyty, której wychodzenia byłem bardziej świadom :) Tym razem, jak mówię, było inaczej i ni stąd ni zowąd, znalazłem się w sytuacji odsłuchu tej nowości.

Zaczynamy. Start płyty i bardzo dobry, instrumentalne intro – ‚Teide’. Lubię takie otwarcia – stanowcze, zespół się wita i przypomina, że potrafi dobrze grać. Bardzo miłe i bujające intro, nawet trochę reggae zalatujące, zacząłem się bujać i tupać nogą :) Utwór kończy się jednak dosyć szybko i już po chwili znajdujemy się w surowym ‚Układzie zamkniętym’. Mocna zmiana klimatu, początkowo nie byłem zadowolony, bo ‚Teide’ bardzo fajnie mnie nastroiło a tutaj taki psikus, bujane zamieniamy na brudny Kult.

Przyznam się już teraz, że cała płyta za pierwszym razem mi się po prostu nie podobała. Być może miałem wysokie oczekiwania i się nastawiałem, ale po prostu nie brzmiało to tak jakbym chciał – jest mocno, surowo, czasem nawet mrocznie. Kazik śpiewa, hmmm…, tak brzusznie, raczej nisko, co nie dało mi dobrego pierwszego wrażenia. Ale to było na szczęście tylko pierwsze wrażenie, do tego na Dzień Dziecka trafiłem na otwarty koncert Kultu w plenerze i szybko zweryfikowałem tę płytę również pod tym kątem, bo chłopaki grali oczywiście dużo materiału z nowej płyty :) Czytajcie dalej ;)

‚Dzisiaj jest mojej córki wesele’. Biesiadnie! Kult nagrał sobie na wiele długich lat, obowiązkowy (już niedługo) utwór na weselicha :) Już widzę, jak do tego wywija cała impreza! Przypomnicie sobie moje słowa jak za kilka lat będziecie do tego śmigać po parkiecie na czyimś weselu ;) Następnie tytułowe ‚Prosto’. Trututuuuu, znowu mocny, bardzo surowy Kult! Właściwie jeden z najsurowszych w ogóle. Ale pogo przy tym to się samo rodzi, naprawdę.

I tutaj przystaniemy na chwilę by spojrzeć na szerszy aspekt płyty. Kazik się trochę zestarzał i sam o tym mówi. Ma już nasz Pan Kazimierz pięć dych na karku i zmieniły mu się priorytety. Teksty na płycie to nadal opis otaczającej muzyka rzeczywistości (tak jak to robi od lat), ale jak sam przyznaje w wywiadzie przy okazji wydanej płyty – Staszewski na boki się już nie rozgląda, idzie prosto, przed siebie, nie będzie się przejmował otoczeniem, komentarzami, polityką, krytyką itd. Swoje wie i prze do przodu. Co można na tej płycie usłyszeć. Chociażby kolejny, skądinąd naprawdę świetny, utwór ‚Dobrze być dziadkiem’ pokazuje pozytywne i wesołe, ale spokojne, wręcz ułożone życie i podejście do niego Kazika. Jak sam na koncercie powiedział – jest to niezaplanowana druga część ‚Gdy nie ma dzieci w domu’ :) Koncertowo rewelacja, na płycie jeden z lepszych ;)

Sama okładka płyty również odnosi się do filozofii podążania prosto – mamy drogę, która jest wyraźna i stabilna. To wszystko dookoła jest rozmazane i się zmienia. Nie ma co się tym przejmować, skupmy się na swojej drodze. Dobre, takie trochę wtripie.pl :D

Mimo wszystko Kazik jest Kazikiem i razem z Kultem nie odpuszcza politykom i mamy na płycie ‚Bomba na parlament’ (również skoczne, chwytliwy refren, aż się chce skakać) czy ‚Zabiłem ministra finansów’ oraz komentarz na piłkę nożną (?) ‚Nie chcę grać w reprezentacji’. Interpretację i ocenę jakości pozostawiam już Wam :)

Nie będę opisywał i zdradzał Wam wszystkich kawałków, poodkrywacie sami, nie będę psuł do końca zabawy :) Ale nie jest źle, Kulcik dobrze się trzyma. Jest dużo solidnej gitary, kultowa sekcja dęta na swoim miejscu (chociaż jest jej mniej niż zazwyczaj o czym mówią sami muzycy), Grudziński gra klawisze tak jak zawsze czyli po swojemu, charakterystycznie, na poziomie, i bez których nie byłoby tego  typowego brzmienia Kultu (z sekcją dętą). Dostajemy solidny Kult, bez niespodzianek, bez eksperymentów, bez niedosytu. Tyle mi w sumie do szczęścia potrzeba.

                                                    Zdjęcie0939

Muszę wyróżnić jeszcze kawałek ‚Największa armia świata wzywa cię’, który według mnie jest najlepszym na tej płycie. Swingowe, baaaaardzo przyjemne 5,5 minuty świetnego klimatu. Zaskakująca linia basu, funkowe riffy, skoczny refren (samo się śpiewa!), zajmujące przejścia, „No to, uwaga – wchodzę!” i to co bardzo doceniam czyli instrumentalna dodatkowa minuta utworu dorzucona na końcu. To lubię – trafili chłopaki w dobry klimat to go ciągną i przedłużają. Szczęście!

I na koniec jeszcze dwa pozytywne akcenty. Już po samych tytułach widać, że Kazik naprawdę trochę odpuścił, złagodniał – „Opowiadam się za miłością” oraz „Życie jest piękne” :) Ponownie jednak pozostawię te kawałki do samodzielnego odkrywania.

Podsumowując – album jest dobry. Początkowo mi się nie podobał, początkowo narzekałem na zbytnią surowość i dziwne teksty. Z płytką trzeba się było jednak oswoić a proces polubywania albumu przebiega stosunkowo szybko :) Kult nagrał kolejną solidną płytę i trzeba im za to podziękować. Oczywiście nie jest to rewelacja, która wejdzie do kanonu i obowiązkowo-do-odsłuchania-przed-śmiercią, ale warto nie pominąć :) No i według mnie, najlepszym singlem z ostatnich płyt, jest chyba nadal Amnezja :)

Zdjęcie0945

To jeszcze bonusowa, krótka relacja z koncertu. Na Kulcie nie byłem już dawno i tak jak się spodziewałem – tęskniłem mocno. Dni Puław, na których grali, to nie jest impreza najwyższej rangi i Kult, po całej Juwenaliowej serii koncertów, mógł być zmęczony i mogło się chłopakom ‚nie chcieć’, nawet jestem w stanie to zrozumieć, koncert niebiletowany. Pierwsza połowa koncertu to głównie kawałki właśnie z nowej płyty (w sumie wtedy się do niej przekonałem), było ok, ale czuło się chyba właśnie to zmęczenie. Ale nagle zrobiło się dużo ludzi, nagle zrobiło się spore pogo, zrobiło się już ciemno, światła dawały w rym muzyki i nagle mieliśmy naprawdę dobry koncert. Kazik i reszta poczuli chyba energię od ludzi pod sceną i nawiązał się kontakt z publicznością, więcej czadu i mocy. Druga połowa to już ogrywanie niezawodnych klasyków i w pełni rozkręcony, rewelacyjny koncert. Ponad dwie godziny bitego grania – pod tym kątem Kult nie zawodzi nawet na Dniach Puław :) Z koncertu wyszedłem mokry i obity od skakania w pogo. Ponownie pełne szczęście :)

A na koniec i zamknięcie, cytat z Kazika, który powinien pozytywnie nastrajać:

[box]Jakiś czas temu zrobiłem w Belgii kompleksowe badania. Kardiolog mi powiedział, że mam serce 25-latka. I ja się tak czuję. Jak się obracasz w kręgu ludzi młodych, a tak jest ze mną, to się czujesz młodo. Poza tym, jak już mówiłem, uwielbiam to co robię, koncerty dają mi wielki power. I jeszcze należę do tej mniejszości, która może się z tego utrzymać. W związku z tym sprawa jest prosta. Chcę grać do śmierci…[/box]

 

kacper