Nocne odłsuchy #1

Robimy eksperyment. Siedzę na nocnej zmianie w hostelu. Od 22 do 7:30 rano recepcja jest moja. Ponieważ nie mam tutaj swojego komputera, a tym samym jestem pozbawiony mojego najpiękniejszego dziecka – skrupulatnie i długotrwale budowanej bazy muzyki – skazany jestem na youtubowe granie. Kiedyś puszczałem sobie radio, czasem coś na co miałem ochotę, ale nie lubię ustawiać co kilka minut nowego utworu. Wymyśliłem więc pewien konsensus, na którym jeszcze korzystam.

Kierując się zarówno ciekawością jak i muzyczną otwartością, oraz chęcią  stabilizacji słuchowiska na nocnej zmianie, nauczyłem się wrzucać następującą frazę w wyszukiwarkę TwojejTuby – full album + rocznik. Czyli np. jeśli mam ochotę na jakieś hipisowski materiał  – wpisuję np. full album 1966. Jeśli szukam czegoś z ery disco/metalu – full album 1985. I tak dalej, zabawa trwa. :) Bardzo ciekawe rzeczy można podłapać, nietuzinkowe szlaki przetrzeć i trafić na absolutnie nieznane.

Ponieważ dziś (8 grudnia AD 2013) czuję, że albumów przelecę niemało (a jakieś takie oceniająco-krytyczne flow mam dziś ;) – to może na podstawie wrażeń z ich słuchania – walnę wpisik. :) Będą zatem po kolei odsłuchiwane albumy i krótkie wrażenia z przejażdżki z nimi. A więc aby nie przedłużać:

START – 22:35  – full album 1997
Depeche Mode – Ultra

youtube link

Depeche Mode - Ultra - Front

Poleciałem w ten rocznik i padło na Depeszów – stwierdziłem, że zapoznam się trochę lepiej z tym klasycznym zespołem, ale na jakimś mniej znanym albumie niż Violator (1990 – Enjoy The Silence). Cóż… bez szału. Nawet za długo nie wytrwałem. Smutno, smętnie, powolnie, bezwyraziście. Depesza bez polotu. Jeden utwór lekko wpadł w ucho, ale nawet nie na tyle, żebym zapamiętał jego nazwę. :) Ocena – jakieś 4/10.

23:22  – full album 1997
Ween – The Mollusk

youtube link

ween_the_mollusk_small

I właśnie dla takich rzeczy randomowo śmigam po nocy po youtube! :) Nie znam zespołu, nie wiem co oznacza ich nazwa ani tytuł płyty, ani co przedstawia ta osobliwa okładka. Ale to właśnie ona przyciągnęła moją uwagę. Zostałem w tym samym roczniku i z synthpopu natrafiłem na eksperymentalny rock. Płyta… hm, ciekawa. Ma swoje momenty (początek czy ostatnie 15 minut), ale większość chyba leci bardziej w tle niż zapada w pamięć. Trochę gitarowego grania, trochę udziwnień, trochę ballad czy, jak ja to nazywam – długich dźwięków. Ogólnie całość gra i śmiga, urzeka i lekko intryguje. Chociaż nie ma tak, że się szaleje na punkcie tej muzyki. Solidne 6,5/10 :)

24:11  – polecane
Ween – Quebec
(2003)
youtube link

quebeccoverbig

Zaciekawił mnie w sumie ten Ween, więc zapodałem kolejny album, który był od razu w polecanych po prawej stronie. Kolejna śmiszna okładka i w sumie kolejny ciekawy album. Zaczyna się ostro, wręcz punkiem, by za chwilę napawać nas jakimś space-gnomową-eternal wesołkową balladą. Wszystko jest przyjemne dla ucha, bujające i płynące zgodnie z wymaganiami – w sensie, że całość współgra. Nawet przy mocnych odpływkach z muzyką zespół się nie gubi w swoich rozkminkach i trzyma fason. :) Chyba się do tego Ween przekonuję! Po całości czuję, że przesłuchałem czegoś wartościowego. :) Nie wiem czy to Ween lepiej rozumiem czy Quebec jest po prostu lepszy od The Mollusk? :) Całość – 7,5/10

1:08  – full album 1993
Onyx – Bacdafucup

youtube link

tumblr_mkh6hlvi4m1qzbwkjo1_1280

Zmieniamy drastycznie klimat. :) Padło na debiutancki album hardcore rapowej grupy z Nowego Jorku. No cóż – na pewno bardziej do lecenia w tle dla mnie niźli coś innego. Bit zbyt srogi by cieszył uszy, a rymów tak chyżo nie rozumiem, chociaż utwory takie jak Da Bounca Nigga, Throw Ya Gunz czy Getdafucout na pewno kryją inspirujące historie. :) Chociaż słucham sobie z przyjemnością, w końcu z jakiegoś powodu w to kliknąłem. Interesująco komponuje się z opustoszałym hostelem. ;) Bez oceny, bo to nie moja „dzielnia” :)

1:55  – polecane
Eminem – The Slim Shady LP
(1999)
youtube link

Eminem_-_The_Slim_Shady_LP_CD_cover

No i tak zostaliśmy już w klimacie. W polecanych wyskoczył rocznik 1999 i Eminem kuszący swoim innym pseudonimem – Slim Shady. 70 minut muzyki (poprzednie albumy oscylowały w okolicach trzech kwadransów) zaczyna się rewelacyjnym wejściem. Zawsze powtarzam, że otwarcie albumu ma ogromne znaczenie i chociaż w świecie singli i teledysków zatraca się kolejność utworów na płycie, to zawsze doceniam nietuzinkowe intro. I tutaj takie zastałem. :) Później jest trochę mroczno (cały album określany jest mianem horrorcore), ale również ciekawie – jest m.in. utwór śpiewany przez świadomość. Eminem wywija trochę łatwiej do zrozumienia niż chociażby chłopaki z Onyx, więc część linijek jest nawet zrozumialna. Do tego jakieś takie przyjemniejsze i łatwiej wpadające w ucho bity. Dobra płytka – 7/10! :) (z tego co czytam album był hiciorem, okrył się podwójną platyną i został sklasyfikowany w połowie stawki notowania 500 najlepszych albumów wszechczasów)

3:05  – inne
Marvin Gaye – What’s Going On
(1971)
youtube link

MarvinGayeWhat'sGoingOnalbumcover
Jak już sobie na tę listę 500 albumów wszechczasów według magazynu The Rolling Stones natrafiłem to postanowiłem przypomnieć sobie pierwszą dziesiątkę. Patrzę – a tam na 6 miejscu album, którego nigdy nie słuchałem… :) No to odpalam ten soulowy album i w sumie zastanawiam się jakim cudem on jest tak wysoko. Ok – jest sobie porządny soul, dobrze leci w tle, miło się słucha… ale nic więcej. Żadnego szału czy czegoś chwytającego. No nie wiem. Ale, że zajęty coś tam na recepcji byłem… to płytka poleciała trzy razy, tak dobrze wkomponowała się w tło :D Ocena – bo ja wiem, takie słabe 6/10.

4:43 – skojarzenie/Stevie Wonder full album
Stevie Wonder – Innervisions (1973)
youtube link

Steviewonder_innervisions
Jak już pomyślałem o soulu i stwierdziłem, że Marvin mnie nie buja, tak od razu na myśl przyszedł mi Stevie Wonder, którego jednym utworem zachwycałem się jakiś czas temu. No i wtedy natknąłem się na to, że Stevie rządzi swoją soulową działką i jak ktoś ma być stawiany za wzór – to właśnie on. :) No i więc odpalam pierwszy wynik Stevie Wonder full album i gra muzyka. Przeplatanka – skoczny, funkowy kawałek na zmianę z powolną i leniwą balladką. 45 minut szybko zlatuje, chociaż jakoś nadal nie jestem przekonany do tego całego soulu. Na muzykę w tle – perfecto (taki lounge siłą rzeczy trochę ;), ale raczej nie będę wracać do tego z wypiekami na twarzy. Powiedzmy 6,5/10.

5:28 – full album 1983
Jean Michel Jarre – Musik Aus Zeit Und Raum
youtube link

jeanmicheljarre224312
Ryzykownie wpisałem rocznik 1983. Wiedziałem na co się pisze i moim oczom ukazał się wykaz samych heavy i hardrockowych kapel i albumów, które nijak mają się do 5:30 rano. :) Zjechałem jednak chwilę na dół i po kilkunastu metalowopodonych produktach wyskoczył mi Jan Michał Słoiczek (wolne tłumaczenie :P) ze swoim kosmicznym albumem (w miniaturce było zdjęcie galaktyki). Płyta nosi tytuł Muzyka dla Czasu i Przestrzeni i jest kompilacją wydawaną w środkowej Europie. Tym samym właśnie odsłuchuję międzygalaktycznej-elektronicznej-ambientowej-synthpopowej muzyczki płynącej z geniuszu Jana Michała. ;) Czekają mnie takie utwory jak Magnetic Fields Part II, Equinoxe Part IV no i niezapomniany Oxygene. :) Jest solidna ósemeczka dzisiejszego wieczoru – 8/10!

Poleciało dwa razy, a ja już przysypiałem pod koniec zmiany. :)

Wybiła 7:30, fajrant! :)

08.12.2013, Kraków

Kacper

 

kacper