Nocne odsłuchy #2

Kolejna nocka na recepcji. Ponieważ spodobał mi się pomysł takiego całonocnego muzycznego dziennika, gdzie na dodatek obczajam nieznane, zarządzam kolejne Nocne Odsłuchy! :) Pierwsze tutaj.

Nie przedłużajmy i do rzeczy. Legenda to – godzina/fraza wpisana w jutub/tytuł :) Na końcu w pełni subiektywna ocena.

22:52 / full album 2003
Placebo – Sleeping With Ghost
link

tumblr_mv2tfnV6LD1rjzag5o1_1280
Jakoś nigdy Placebo nie katowałem ani nawet nie lubiłem więc padło na nich. Kiedyś to w ogóle uważałem ich za szajs i muzykę dla zniewieściałych ( frontman to metroseksualista), ale z czasem docierało do mnie coraz więcej sygnałów nieniskiego poziomu tego zespołu więc od jakiegoś czasu jestem już przekonany. Ale, najpopularniejszego bodajże, albumu nigdy nie miałem okazji przesłuchać w całości. No i tak słucham i widzę jak (moje) uprzedzenia są/były głupie. Jestem w połowie albumu a on ani na chwilę nie zwolnił tempa, ciągle napieprzają gitarki a Molko się wydziera, ewentualnie malowniczo ujada. :D Muza całkiem ciekawa, nieliniowa, ma swój klimat i wydźwięk a kilka kawałków wpada w ucho. Za to plusy i szacuneczek. Nawet 7,5/10 będzie. :)

Z Placebo mam zajebistą anegdotę za to! :D Jak pracowałem przy rozkładaniu Coke Live Festiwal dwa lata temu to grało właśnie Placebo. Jako, że miałem all areas access skrupulatnie go wykorzystywałem w trakcie koncertów i oglądałem zespoły z każdej strony, ale przede wszystkim próbowałem jakoś się z nimi skumać. I tak kręciłem się przy scenie gdy schodził z niej Snoop Dogg – przybił sobie ze mną piąteczkę. Dziesięć minut później wychodziło Placebo – wyskoczyłem przed nich (aż byli trochę zaskoczeni) i przybijając żółwika z Brianem Molko poleciłem im aby roznieśli scenę. :D Chyba posłuchali, bo za 3 minuty byłem po drugiej stronie sceny (tej właściwej :P) i oglądałem jak napieprzają jakiś mocny kawałek, tłum szaleje, a ja sobie myślałem, że to moje ziomki, przed chwilą z nimi się spoufalałem. :) Jeden z fajniejszych i ciekawszych wieczorów ever. :D

23:49 / full album 1968
Donovan – The Hurdy gurdy man
link

Donovan-The_Hurdy_Gurdy_Man

Dym razem szukałem czegoś innego i cofnąłem się aż 35 lat wstecz – do 1986. :) Wyskoczył Donovan – szkocki reprezentant folkowej i psychodelicznej muzyki, wręcz symbol swoich, hippisowskich, czasów. :) Jest to jego szósta płyta i jest całkiem lekka, przyjemna, płynąca – dokładnie taka jakiej się spodziewałem. Muzykę Donovana znam słabo, kojarzę go głównie z tego kawałka, ale się nie zawiodłem. :) Grają tu jakieś fleciki, bębenki, gitara akustycznie, jakieś gwizdanie, grzechotki i inne takie. Wesołe podśpiewywanie a czasem psychedeliczna, odpływkowa zamułka. :) Zleciało w tle idealnie – 6,5/10. :)

00:32 / polecane
Bert Jansh – Rosemary Lane (1971)
link

bertrosemaryW polecanych po prawej od Donovana zaciekawiła mnie płyta Berta Janscha. Tytuł Rosemary Lane i tajemnicza okładka. W sumie troszeczkę podobne do ostatniego albumu, lecz dużo bardziej sentymentalne i nostalgiczne. :) Głównie ballady i to takie skupiające się na duecie gitara + (męski) wokal. Taki trochę Bob Dylan, ale bez takiego rockowego polotu, bardziej spokojne granie na werandzie gdzieś w Texasie. :D Chociaż momentami na gitarce niezłe wywijanie jest i wirtuozeria. Zleciało bardzo w tle bo kręciło się akurat dużo osób. 5,5/10.

1:11 / polecane
The Sacred Mushroom – The Sacred Mushroom (1969)
link

sacmush
Kiedy gotując w kuchni kurczaczka usłyszałem, że muzyka się skończyła, tylko wbiegłem na chwilę na recepcję i na szybko wybrałem coś coby leciało dalej. Kolejny kliknąłem (również po prawej w polecanych) zespół The Sacred Mushroom i album o tej samej nazwie z 1969 roku. W sumie wiedziałem czego mniej więcej się spodziewać – okładka dużo sugerowała, nazwa i rocznik zresztą też. No i tak też się stało – otrzymałem perfekcyjnie strawną (tak apropo kurczaczka) i beztroską rock psychedelę. W sumie i trochę bluesa i mocnego brzmienia też się dało uświadczyć. Lubię takie klimaty – solidna muzyka, która daje Ci poczucie tamtych czasów. Idealna i do lecenia w tle i do słuchania i do chillowania i do spania i do pracy i w ogóle PASI! :D Miałem silne skojarzenia z The Cream. :) Bardzo solidni zawodnicy – 7,5/10

1:54 / polecane
Gandalf – Gandalf (1969)
link

gandalf
Jak włączałem poprzedni album to z boku, widząc tę okładkę – wiedziałem, że to będzie następna płytka. Do tego Gandalf! No musiałem. :D Ten sam rocznik i weźcie tylko zobaczcie na te okładki i jakie wszystko było wtedy kolorowe i szczęśliwe. :D Szczerze powiedziawszy spodziewałem się troszeczkę czegoś innego, bo zastałem bardziej sentymentalne i takie bolesne kawałki. Coś jak połączenie dwóch poprzednich albumów – warstwa muzyczna bardzo podobna do Sacred Mushroom, podobna psychedelka + ujadające gitarki na przesterze, ale wokal jakiś taki smutny, odległy, cierpiący? Chociaż mamy i wesołe momenty, a i klawiszowe pociski są – nie ma to tamto. :D Mimo wszystko bardzo to ciekawe (wokal w sumie przyjemny i charakterystyczny) i miłe dla ucha. Czuć ponownie tamte czasy a więc wszystko jest na swoim miejscu. :) Mocne prawie-siedem :D 6,5/10

2:43 + 4:14 + 5:00/ polecane
Sweet Smoke – Just a Poke (1970)
link

sweet-smoke-just-a-poke-a

Zostajemy w klimacie, szykuje się noc psychedeli przełomu lat 60 i 70. :D Kolejna interesująca okładka, nazwa zespołu i ogólne przeczucia co do czekającej nas muzyki. Jest jeszcze bardziej odpływkowo, gdzieś w oddali eteryczny ton nadaje flet, delikatny wokal, gęsta i wybijająca się perkusja, dużo instrumentalu, ciekawych rytmów, jammowania (sporo!), czasem saksofon i w ogóle dużo bardziej psyche niźli rock. Yeah! :D Cała płyta składa się z dwóch 16-minutowych utworów więc niech to mówi samo za siebie. Dużo świetnych motywów, kilkuminutowych jammów przewodnich, bębny, flety, saksofony, szalejące gitary, jakieś freejazzowe motywy, szał, maltretacja, odpływ, rewelacyjna wręcz muzyka! ;) Łał, to jest bardzo dobre, wejdzie mi w słuchowisko, a zespół wezmę chyba bardziej na warsztat, bo chłopaki już mnie zauroczyły – 8,5/10!

3:25 / polecane
Sweet Smoke – Darkness to Light (1973)
link

Darkness to Light front Cover
Nie ma opcji – zostajemy przy Sweet Smoke! :D Lecimy o 3 lata starszym albumem z jakże uroczą okładką. :) Ponownie szybko pojawia się charakterystyczny flet. Średnia długość kawałka spadła ponad dwukrotnie, ale nie złorzeczmy. Nadal jest dobrze, ale chyba klimacik jednak lekko uleciał. Jest bardziej popowo (w rozumieniu – przystępnie), melodyjnie, ale też i dojrzale i przemyślanie – skończyły się jednak wielominutowe jammy, są za to zwrotki i refreny. Zwiększone jest instrumentarium – dochodzą skrzypce, pianino, trąbki, dźwięki (wojny, głosy), jest dużo zaskakujących motywów, przejść, zwolnień i przyśpieszeń. Piękna jazzowa końcówka. Mimo wszystko coś nie styka i myślami jestem na poprzedniej płycie i zaraz odpalam ją na pewno znowu. :D A Od ciemności do jasności oceniłbym na 6,7/10 ;)

Sweet Smoke – Just a Poke absolutnie wszystko wygrywa i leci po raz trzeci równo o 5 rano :)

Dobranoc.

 

kacper